wtorek, 18 września 2012

Pomidor ... na targu na Wolumenie


Pan pomidor wlazł na tyczkę
I przedrzeźnia ogrodniczkę.
"Jak pan może,
Panie pomidorze?!"


Oburzyło to fasolę:
"A ja panu nie pozwolę!
Jak pan może,
Panie pomidorze?!"

Groch zzieleniał aż ze złości:
"Że też nie wstyd jest waszmości,
Jak pan może,
Panie pomidorze?!"


Rzepka także go zagadnie:
"Fe! Niedobrze! Fe! Nieładnie!
Jak pan może,
Panie pomidorze?!"

Rozgniewały się warzywa:
"Pan już trochę nadużywa.
Jak pan może,
Panie pomidorze?!"

Pan pomidor zawstydzony,
Cały zrobił się czerwony
I spadł wprost ze swojej tyczki
Do koszyczka ogrodniczki.
Tak było w ogródku ogrodniczki u Jana Brzechwy, na bazarze na warszawskim Wolumenie wszystkie warzywa z uśmiechem wędrują do koszyków kupujących i razem z rolnikami, ogrodnikami, sadownikami... zapraszają w każdy wtorek i piątek na targ.



3 komentarze:

  1. Dobrze masz z tym warzywniakiem:)

    OdpowiedzUsuń
  2. faktycznie mam bardzo dobrze:) piękne warzywa i owoce i to prosto z "pola" :))

    OdpowiedzUsuń