poniedziałek, 14 listopada 2016

Szlakiem WGL



Zaproszeni przez MROT Mazowieckią Regionalną Organizację Turystyczną i WGL Wielki Gościniec Litewskie mieliśmy okazję spędzić weekend podróżując i zwiedzając obiekty turystyczne na szlaku WGL. Trasa naszej wycieczki biegła przez Sulejówek, Henrysin, Nową Wieś Kosowską, Seroczyn, Tchórznicę Włościańską a zakończyła w Sokołowie Podlaskim.



Zaczęliśmy w Sulejówku. Miejscowość ta, kojarzy się nam przede wszystkim z Marszałkiem Józefem Piłsudskim. 




Tu powstaje jego muzeum, którego otwarcie planowane jest na listopad 2018 roku, w 100 lecie odzyskania niepodległości. Wprawdzie dat i planów było już wiele, ale ta wydaje się prawdopodobna. Budowa ruszyła – trzymamy kciuki.



Marszałek Józef Piłsudski 30 maja 1923 r. złożył dymisję ze stanowiska szefa Sztabu Generalnego i wycofał się z życia publicznego, przenosząc się na stałe do Sulejówka do willi „Milusin”. Wcześniej, przez dwa lata spędzał w Sulejówku cieplejsze pory roku (od wiosny do wczesnej jesieni).
W 1926 Piłsudski opuścił Sulejówek na zawsze zostając po raz drugi Premierem.
Wówczas już chorował i był na diecie, w związku z tym jego menu nie było bardzo wyszukane. Stąd pewnie sucharki cynamonowe i landrynki były jego ulubionymi i dozwolonymi przez lekarzy słodyczami.




W centrum Sulejówka przy ul. Armii Krajowej 34, znajdziemy
Cukiernię „Babeczki”, gdzie oprócz „standardowych” ciast i słodkości, właścicielki Panie Katarzyna Paluszkiewicz i Renata Szar znalazły doskonały sposób na popularyzowanie wiedzy o Marszałku Piłsudskim poprzez kulinaria, a w zasadzie słodycze. 



Suchary, które jadał, a które można kupić w cukierni pozwalają spojrzeć na wielką postać jak na zwykłego człowieka. 



Dla uczczenia pamięci o żonie Marszałka, w cukierni powstało ciastko/deser „róża marszałkowej”, pyszne i do tego piękne. Życzylibyśmy sobie, aby filia cukierni znalazła swój kącik w powstającym muzeum Marszałka w Dworku Milusin, który od 1 września tego roku jest nieczynne z powodu generalnego remontu. Prace mają na celu między innymi przywrócenie historycznego charakteru dworkowi, jego wnętrzom i otaczającej go zieleni. Dworek Milusin zostanie poddany rewaloryzacji połączonej z odtworzeniem wnętrza i wyposażenia.



W cukierni pani Beata Nessel-Łukasik z Muzeum Józefa Piłsudskiego udostępniła mi przepis na tort z kaszy manny, który przygotowywała pani Zofia Śliwińska, przyjaciółka i sąsiadka Piłsudskich. I zapewne jadał go Marszałek Piłsudski.



Dworek będzie ponownie udostępniony dla zwiedzających wraz z otwarciem nowoczesnego kompleksu muzealno – edukacyjnego Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku.




Dosłownie naprzeciw powstającego muzeum znajdujemy Dom Restauracyjny „U Dziadka” jego właściciel, Pan Dariusz Grzesiuk to wielki pasjonat postaci Marszałka Józefa Piłsudskiego.



Gromadzi związane z nim pamiątki, a nawet bije corocznie okolicznościowe medale. 




Na ścianach restauracji wiszą dziesiątki obrazów, karykatur i wszelkich pamiątek kojarzących się z Piłsudskim. 



Na wieszaku przy drzwiach wisi płaszcz wojskowy z tamtego okresu, a może Marszałek właśnie wpadł coś zjeść... 



Jeżeli dla kogoś wystrój sali jest trochę zbyt patriotyczno- narodowy, może przejść do drugiej części restauracji, tam króluje wystrój klubowy z prawdziwą szafą grającą oraz pamiątkami, już nie związanymi z Marszałkiem.


W menu restauracji znajdziemy polędwicę a'la Piłsudski – smaczna, tak samo jak i kotlet schabowy „dziadek”. Wydaje nam się, że warto jednak zastanowić się nad wprowadzeniem do menu polędwicy wędzonej, przysmaku Piłsudskiego.



Jako że nie zachowały się przekazy pisane dotyczące tego co jadał i co lubił Marszałek może warto do karty wprowadzić dania związane z okresem dwudziestolecia międzywojennego. Za chwilę będzie tu wspaniałe muzeum, warto to wykorzystać.



Wielki plus za wspaniałe zestawy surówek.
Restauracja ma idealne położenie przy budowanym muzeum. Jeśli moglibyśmy coś sugerować to drobne zmiany w z zewnętrznym wystroju budynku. Ten obecny jest taki nijaki i nie nawiązuje swoim wyglądem zewnętrznym do miejsca i do tego co znajdujemy w środku.


Kolejne miejsce na naszej mapie podróży to gospodarstwo agroturystyczne i edukacyjne Latosowo - miejsce z przesympatycznymi gospodarzami – Kasią i Bartkiem Latosami.



Razem z trójką swoich dzieci tworzą wspaniałą, bardzo otwartą, radosną rodzinę. 



Najstarsza córka Weronika interesuje się ziołami i bardzo dużo wie na ich temat. Podczas pobytu w Latosowie można zjeść sałatkę z tego co uzbieramy po drodze. 



Zielska, które zwyczajowo się depcze okazują się pyszną sałatką. Gospodarze mają ogromną wiedzę na temat roślin, ziół i wiele pomysłów co z nimi zrobić. Prowadzą warsztaty na temat rozróżniania drzew na podstawie korony, kory, liści.



Miłka (średnia córka) z pasją opowie o zwierzętach, a jest ich całkiem spora gromadka. Przytuli kurę, opowie o królikach, wyprowadzi kozy na łąkę, pokaże konie.




Najmłodsza córka Kalinka umili czas uśmiechem. Miejsce przyjazne dzieciom. Idealne na „wiejskie” wakacje dla całej rodziny. Las, zwierzęta i walory edukacyjne to duże atuty tego gospodarstwa. Do tego bardzo dobre warunki lokalowe i smaczna kuchnia. 




W tym własne wyroby: sery, wędliny. 



Produkty z własnego gospodarstwa – miód, owoce, warzywa smakują tu jak nigdzie indziej.
Oprócz tego gospodarze prowadzą warsztaty wyrobu serów podpuszczkowych oraz wyrobu wędlin.
Gospodarstwo na „odludziu” cisza i spokój gwarancją dobrego wypoczynku. A warunki lokalowe super!!! Wielka dbałość o szczegóły.

Z Latosowa pojechaliśmy do Stadniny w Nowej Wsi Kosowskiej, ale o tym w drugiej części.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza