środa, 10 stycznia 2018

Kanapa – Polska-Ukraina - łączy nas kuchnia


Grudniowy wieczór, zimno, ciemno, porywisty wiatr porusza bezlistnymi gałęziami, sceneria jak z horroru, a jesteśmy na Warszawskim Mokotowie. Nagle z za rogu ulicy wyłania się pięknie oświetlona biała willa. Jesteśmy na ulicy Narbutta 10



Tu w powstałej w 1933 roku willi, projektu architekta Feliksa Siedlanowskiego, powstała restauracja Kanapa Restauracja. Willę zaprojektował i wybudował dla swojej żony, z pochodzenie Ukrainki, więc można powiedzieć, że historia po kilkudziesięciu latach zatoczyła tu koło. Teraz jest tu restauracja specjalizująca się w kuchni Ukraińskiej. Właścicielem jest Dmytro Borysew, właściciel 13 restauracji na Ukrainie. Kanapa jest filią restauracji o tej samej nazwie działającej od czterech lat w Kijowie. Twórcą menu obu restauracji jest Jarosław Artiuch, finalista regionalny San Pellegrino Young Chef.


Po wejściu do pięknie odnowionego pod nadzorem konserwatora zabytków budynku, pierwszą rzeczą, która zwraca naszą uwagę jest kilkumetrowej wysokości żyrandol. 


Wnętrze urządzone jest w tradycyjnym eleganckim stylu z epoki. Cały budynek ma około 500 m2 na trzech poziomach i może jednorazowo przyjąć około 150 gości. W planach jest ogródek, ale to jak już zrobi się ciepło.


Budynek to jednak tylko budynek, w restauracji najważniejszy jest klimat a przede wszystkim jedzenie. To w Kanapie ma być nowoczesnym połączeniem kuchni Polsko – Ukraińskiej, korzystającej z lokalnych i sezonowych produktów. Ambicją szefów kuchni jest zaprezentowanie nam tradycyjnej kuchni w nowoczesnej odsłonie, oczywiście z zastosowaniem nowoczesnych technik kulinarnych.


Zanim zaczęliśmy ucztę na stole pojawiła się paląca się świeca oraz chleb. Okazało się, że jest to świeca z masła czosnkowego, które spalając rozpuszcza się. Chleb zanurzany w spływającym maśle był po prostu doskonały. Forma zaskakująca, ciekawa i do tego pyszna.


Potem na stole pojawiają się ostrygi z sosami: chrzanowym, agrestowym oraz z lodami szczawiowymi. Dobrym uzupełnieniem była wódka Staritsky&Levitsky.


Kolejne mini przekąseczki to kawior szczupaka, raczki tatar oraz karasie w śmietanie. Do nich wino Chardonnay Kolonist.


Kolej na zupę. Klasyka – barszcz ukraiński – ale za to jaki. Podany został nie w talerzu, ale w główce kapusty. Super pomysł. Zupa bardzo esencjonalna, gęsto naładowana smakami. Czujemy w niej wędzone gruszki i śliwki. Jak dla nas zaskakujące, ale pyszne. Do niej domowa nalewka chrzanowa. Nalewka doskonale intensywna, czuć w niej przede wszystkim świeżo tarty chrzan. Nos i usta doskonale zharmonizowane. To będzie na pewno jeden z hitów tej restauracji.


Na oczyszczenie kubków smakowych bardzo dobry, intensywny w smaku sorbet z rokitnika.


Pasztet z wątróbki kaczej i kurzej z marchewkowym musem i brioszą. Podany w zamkniętej puszcze z etykietą z logo restauracji. Pasztet idealnie delikatny, kremowy, ale nie mdły. Nuty warzywno-marchewkowe nadały mu lekko słodkawy smak. W parze z delikatnie słodkawą brioszką połączenie absolutnie doskonałe, które błyskawicznie zniknęło z naszego stołu (puszka była za mała). Do tego podano wino Odeskie czarne Kolonist. Niestety nie sprostało pasztetowi.


Pierogi z czarną kapustą, sandaczem oraz z mięsem zajęczym i orzechami leśnymi. Piękna niestandardowa prezentacja. Świetne cienkie ciasto i mocne aromatyczne farsze. Dobrze skomponowały się z winem Cabernet Merlot Kolonist.


Chiken Kyiv – kotlet z kurczaka po kijowsku. Danie dobre, smaczne, poprawne, ale po poprzednich daniach oczekiwałbym od niego czegoś więcej.


Na deser pieczone mleko, niestety nie moje smaki, ale nalewka orzechowo- jabłkowa super.


Podsumowując. Przepiękne miejsce praktycznie w centrum miasta, a można poczuć się jak przedwojennej Warszawie lub Kijowie. Dania pięknie skomponowane, smaczne, czasami zaskakujące, podane w niebanalny sposób. Kanapa na pewno godnie reprezentuje kuchnię naszych sąsiadów. Miejsce zdecydowanie godne polecenia. Mam nadzieję, że karta win będzie ulegała rozszerzeniu. 


Winiarstwo ukraińskie jeszcze nie zapewnia tak doskonałych doznań smakowych jak kuchnia KANAPY.


Degustowałem na zaproszenie Moniki Kuci, Siała Baba Mak



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza