niedziela, 28 września 2014

„ SMAKI SĄDECCZYZNY ” Sądecki Bartnik

Na zaproszenie Małopolskiej Organizacji Turystycznej, miałam przyjemność uczestniczyć w wizycie studyjnej dla blogerów kulinarnych i touroperatorów „ SMAKI SĄDECCZYZNY ” PO KRÓLEWSKU Z MIODEM I ŚLIWOWICĄ. Wizyta miała na celu prezentację oferty laureata konkursu na najlepsze oferty promocyjne subregionu Gorlicko-Sądeckiego oraz konsultacje dotyczące realizacji jej pod kątem potrzeb klientów.
W ramach spotkania odwiedziliśmy Bartnika Sądeckiego, MiasteczkoGalicyjskie a w nim spotkanie z fasolą Piękny Jaś z Doliny Dunajca oraz Tłocznię Maurera w Łącku.
Pierwszym punktem programu była wizyta u Bartnika Sądeckiego w Stróżach. 
 

Rodzinna firma została założona w 1973 r. w Stróżach k/Grybowa - miejscowości malowniczo położonej na pograniczu Beskidu Sądeckiego, Beskidu Niskiego i Pogórza Ciężkowickiego. Tereny ekologicznie czyste, bo znajdujące się z dala od ośrodków przemysłowych, stały się idealną bazą dla gospodarstwa mającego w zamyśle założycieli pozyskiwać najwyższej jakości produkty pszczele. Pierwsze lata prowadzenia gospodarstwa były dla jego właścicieli nieustanną nauką, doskonaleniem wiedzy i umiejętności oraz żmudnym zbieraniem doświadczeń. Czas ten zaowocował, po 1989 roku, niezwykle dynamicznym rozwojem firmy, powszechnie znanej i cenionej w Polsce, Europie oraz wielu krajach świata, której pasieki liczą ponad półtora tysiąca pni. Pozyskiwane są tu zarówno delikatne miody wiosenne, późniejsze, niezwykle cenne, szlachetne miody lipowe i spadziowe, najwyższej jakości miody odmianowe, a także inne produkty pszczele: pyłek kwiatowy, wosk, propolis, mleczko pszczele oraz pierzga. „
Bartnika znam od wielu lat i obserwuję rozwój firmy – od piwnicy/garażu po wielką firmę.


W programie oferty „Smaki Sądecczyzny” jest zwiedzanie historycznej kolekcji uli, 


warsztaty w Miodowej Szkole - degustacja miodów oraz wyrób świec i wypiek ciasteczek miodowych oraz obiad (nie wiem czy nie powinnam napisać lunch - takie modne słówko) z kuchnią opartą na miodzie. 


W Sądeckim Bartniku jest 5 szefowych kuchni, które wspólnie zarządzają kuchnią i wbrew przysłowiu „gdzie kucharek 6, tam nie ma co jeść”, w Bartnej Chacie jest co jeść i to smacznie zjeść.
Na obiad podano nam:


- Zupa patriotycza z kozim serem – połączenie na jednym talerzu kremu z buraków i kremu z pora. Zupa otrzymała w tym roku tytuł „Perła Kulinarna”, Poznań 2014. Uważam, że całkiem zasłużenie. Ser kozi wytwarzany jest na miejscu. 


- Pierś kurczaka glazurowana sądeckim miodem spadziowym, podana na lustrze konfitury z derenia z miodem pitnym, podana z kluseczkami oraz bukietem surówek. Danie bardzo ładnie skomponowane. Konfitura dereniowa oczywiście „domowa”. Bardzo przypadła mi do smaku mizeria z miodem, zamiast cukru... świetny pomysł.
Mam tylko jedne zastrzeżenia do dania – nie lubię takiej prezentacji, ale może się coś zmieni... :)

 

- Sernik z sera koziego z sosem ze świeżych malin i miodu – podobno bardzo smaczny deser, ja nie lubię koziny. Jeszcze w wersji wytrawnej „przechodzi”, natomiast na słodko, to za duże wyzwanie. Ale nie narzekam, gdyż przede mną pojawiło się ciasto orzechowo-miodowe – nic dodać, nic ująć.
I oczywiście napój miodowo – miętowy z cytryną. Jak ja lubię takie napoje zamiast coli czy innych wynalazków
Ogólnie dania bardzo smaczne, bez zbędnego przekombinowania, tak jak być powinno. Warto będąc w okolicy wpaść do Bartnej Chaty na obiad.
Punkt programu bez zastrzeżeń.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza